Są takie narządy w naszym ciele, o których mówi się bardzo mało albo wcale. Są też takie, które nagminnie się wycina uznając je za nieistotne lub mało potrzebne. Ale tak się zastanawiam – jeśli z mechanizmu, powiedzmy zegarka, wyciągniemy choćby najmniejszy element, to czy ten zegarek będzie działał tak samo? Albo gdybyśmy tak wyciągnęli jakąś część z samochodu np pozornie nieistotny zbiornik płynu do spryskiwacza – samochód pojedzie ale jak daleko zajedziemy z zapaskudzoną po jakimś czasie szybą? Także z tym bezkrytycznym wycinaniem np. migdałków, wyrostków czy innych woreczków byłabym ostrożna, przynajmniej w sytuacjach, w których nie ma zagrożenia życia, a często stety/niestety robi się to dla „wygody” i z niewiedzy, w pełnym zaufaniu do specjalistów. No bo kto ma się znać jak nie oni? Jednak przerażające jest to, jak lekką ręką oddajemy ciała swoje lub naszych dzieci pod nóż bez zadawania jakichkolwiek pytań. I może ktoś z oburzeniem powie, że przecież to lekarz i wie co robi! Owszem – ale lekarz też człowiek, pomyłki się zdarzają, na co statystyka ma niezaprzeczalne dowody.
„Zdarzenia niepożądane” jak to zwykło się nazywać błędy medyków, w wyniku których giną ludzie, pochłaniają na całym świecie miliony istnień rocznie. W samej tylko Polsce z powodu uchybień podczas zabiegów, niewłaściwego dawkowania leków, błędnej diagnozy lub fatalnego stanu sprzętu medycznego rocznie ginie do 30 tysięcy pacjentów. A żeby tego było mało, wg danych Towarzystwa Promocji Jakości Opieki Zdrowotnej w Polsce (anonimowe ankiety wsród personelu medycznego) od 50 do 96% „zdarzeń niepożądanych” jest skrzętnie ukrywanych, co wg Towarzystwa powoduje, że z roku na rok tych przypadków jest coraz więcej.
Skandynawowie już wiele lat temu dowiedli, że w szpitalach, które przyznają się do błędów liczba zgonów i powikłań znacząco zmalała. Wielka Brytania publikuje nazwiska kardiochirurgów popełniających najmniej i najwięcej błędów, a kraje takie jak Austria, Szwajcaria czy Dania wprowadziły systemy monitorowania błędów takie jak te stosowane w lotnictwie, przemyśle kosmicznym, nuklearnym czy chemicznym. Można.
Ale chyba zeszłam z tematu bo nie o błędach lekarskich chciałam pisać tylko dostarczyć Wam nieco informacji na temat grasicy 😉
Grasicy się na szczęście nie wycina, może dlatego, że panuje powszechna opinia, że po okresie dojrzewania narząd ten zanika. Mnie też tak uczono, jednak w toku własnych studiów i odkrywania mniej znanych faktów na temat działania ludzkiego ciała dowiedziałam się kilku niezwykle interesujących rzeczy…
Grasica jest prawdopodobnie najważniejszym elementem układu odpornościowego -takim trochę generałem. Jest położona za mostkiem i w okresie dzieciństwa jest głównym producentem komórek układu odpornościowego. Wtedy też jest największa – waży ok. 25 gramów i jest wielkości mniej więcej gołębiego jajka. Natomiast po okresie dojrzewania faktycznie zaczyna „zanikać”, a ściślej – zmniejszać się. Po 50. roku życia zarasta tłuszczem i faktycznie jest niewidoczna,r ale to nie oznacza, że jej tam nie ma! Funkcję produkcji komórek układu odpornościowego przejmuje u dorosłego człowieka śledziona i szpik kostny, natomiast dowodem na obecność i aktywność grasicy jest możliwość oznaczenia hormonu grasicy – tymozyny alfa1, której bardzo niskie poziomy obserwuje się u osób przewlekle chorych. Im niższy poziom tymozyny, tym organizm bardziej chory i tym mniej wydolny układ odpornościowy. Na starość grasica ma wielkość orzeszka ziemnego i waży ok 0,5 g. Zatem korelacja wagi i wielkości z poziomem aktywności układu odpornościowego jest bardzo wyraźna. I pomimo faktu, że jej wielkość i aktywność z roku na rok jest coraz mniejsza to nieprawda, że jest niepotrzebna dlatego, że to grasica całe życie „uczy” limfocyty T rozpoznawać intruzy wnikające do naszego ciała, dzięki czemu wiedzą one, które komórki są nasze, a które należy zaatakować i zniszczyć. Brzmi jak podstawa sprawnie działającego układu odpornościowego, prawda?

Czy zatem jej aktywacja może się jakkolwiek przełożyć na kondycję Twojej immunologii i czy to się w ogóle da zrobić? Oczywiście, że tak! Mało tego – to chyba najprostszy i najbardziej holistyczny zabieg jaki możesz sobie zafundować codziennie, za darmo i z ogromną korzyścią dla ciała, ponieważ zadbasz jednocześnie o 3 układy – limfatyczny, odpornościowy i hormonalny.

O tym jak to zrobić dowiesz się dosłownie za moment, a ja jeszcze tylko napiszę krótko co wpływa niekorzystnie na ten tajemniczy, zapomniany ale bardzo ważny narząd.

Po pierwsze – głodówka. I nie mówię tu o poście, który jest dla nas bardzo korzystny -wręcz pożądany, ale mam na myśli nierozsądnie przeprowadzane, wielodniowe głodówki. Oprócz tego naświetlania, zanieczyszczenia i smog elektromagnetyczny.
I jeszcze słówko dla osób przewlekle chorych, z nowotworami i chorobami autoimmunologicznymi. 2 lata temu na jednej z konferencji wybitny polski naukowiec, prof. Andrzej Frydrychowski poruszył niezwykle ciekawy temat hodowli komórek macierzystych grasicy, których implant jednorazowo podany choremu odbudowuje układ odpornościowy. Jest to procedura niespotykana na skalę światową, w wyniku której cofają się przerzuty, nowotwory, choroby cywilizacyjne i organizm się odmładza. Wiem -brzmi jak medyczne science fiction, ale to na szczęście prawda. Nie wiem na jakim etapie obecnie są prace nad metodą pozyskiwania implantów, ale zainteresowanych zachęcam do własnych poszukiwań i zgłębienia tematu.
A na koniec praktyka, żeby nie było, że tylko gadam 😉 Bo najlepsza nawet wiedza nic nie warta jeśli nie wprowadzimy jej w życie, prawda?
Grasicę wystarczy ostukiwać opuszkami 4 palców lub pięścią. Mniej więcej na środku mostka, nieco powyżej brodawek, w tempie dość szybkim – ok 3 – 4 uderzenia na sekundę, przez około 1 – 3 minut, dwa razy dziennie, przez 4 miesiące. Po 4 miesiącach raz dziennie, przez pół minutki – wystarczy dla utrzymania efektu. Czy to nie dziecinnie proste? Możecie to robić w trakcie porannej i wieczornej toalety, np. przy okazji mycia zębów, a tak naprawdę możecie to robić w trakcie różnych czynności i w każdym miejscu – na spacerze, w sklepie, w samochodzie w korku, w autobusie, w kolejce, przed komputerem, nawet teraz gdy to czytacie! Koniecznie włączcie tą praktykę do swojej codziennej rutyny bez wymówki, że nie macie czasu. To najlepsza profilaktyka i wsparcie układu immunologicznego. Jak zawsze powodzenia i trzymam kciuki za wytrwałych!